Forum www.jstone.fora.pl Strona Główna

Koncerty.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.jstone.fora.pl Strona Główna -> OFFTOPIC / Muzyka.
Autor Wiadomość
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1294
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:31, 03 Paź 2017    Temat postu:

Chojrak napisał:
No i Sampha w marcu 2017 w Proximie po raz drugi zagra w Polsce. :) Na ten moment raczej muszę pohamować wydatki, ale w marcu chętnie bym zobaczył. :)


Ale ten los przewrotny. Laughing #szukanieprzepowiednichallenge

Czas pospamować w dawno nieodgrzebywanym temacie i powspominać piękne zwieńczenie tegorocznych wakacji. Uwaga, bo będzie bardzo obszernie (!) i na bogato, bo Dominika w trakcie koncertu osiągnęła perfekcję w robieniu zdjęć i z rozpędu nagrała jeszcze więcej filmików. Szczęśliwy ten, kto będzie grał przed Tobą kolejny koncert. Wesoly

30 września 2017 to dzień, do którego moje życie zmierzało prędzej niż mógłbym tego świadomie oczekiwać. W natłoku zajęć dnia codziennego zupełnie nie myślałem o wyjeździe do Berlina, nie odliczałem dni, a z kupnem biletów na Polski Bus zwlekałem dłuższą chwilę. Miałem też wątpliwości, czy John Legend jest w stanie mnie jakoś zaskoczyć, czy warto wydawać tyle pieniędzy? Wiem, że moje życie byłoby prostsze, gdybym nie zadawał tak wielu pytań!

Zaczęło się niepozornie, chociaż inaczej niż zwykle. Nigdy w swoim życiu nie miałem powodów, by wstawać przed północą. Laughing Tym razem było to konieczne - Polski Bus odjeżdżał z Poznania już o godzinie 1:20, a uwzględniając ograniczone możliwości dojazdowe nocną porą, musiałem wyjść z domu odpowiednio wcześniej raptem po 3 godzinach napiętego snu. Jechałem Polskim Busem pierwszy raz, więc byłem zaskoczony wygodą tego środka komunikacji - jak się okazało, doceniają ją nawet obcokrajowcy, którzy byli znaczną częścią grupy pasażerskiej w obie strony naszej trasy. W Berlinie pojawiłem się w oka mgnieniu (w moim przypadku to nawet od razu po zamknięciu jednego i drugiego oka), Polski Bus dojechał... 20 minut przed czasem! Berliński ZOB niestety nie zachwyca - gdybyśmy nie przejeżdżali obok berlińskiego lotniska Schonefeld, uznałbym, że dojechaliśmy do jakiejś podrzędnej polskiej mieściny. Laughing Chwila oczekiwania na Dominikę, zakup Tageskarte w automacie i byliśmy już gotowi na poznawanie Berlina. By tradycji stało się zadość, poszliśmy odludnioną ulicą Kantstrasse do MacDonalda oddalonego kilka km (nie do wiary, że Mac na dworcu autobusowym jest otwarty tylko do 23), w ten sposób załapując się na resztki życia nocnego. Grupka wstawionych Niemców radośnie panoszyła się po lokalu, a my zamówiliśmy pierwszą tego dnia kawę, by nieco dobudzić zaspane komórki. Byliśmy też świadkami małej awantury z udziałem imigrantów, stąd też postanowiliśmy zawinąć się czym prędzej na jakiś autobus. Nie musieliśmy długo czekać i chwilę potem znaleźliśmy się na pięknej Budapesterstraße, która już bardziej przystawała do niemieckiej stolicy, a potem odbyliśmy sobie zapoznawczą wycieczkę piętrowym autobusem, która naświetliła nam ścieżkę naszej przyszłej pieszej wędrówki.




Zajęło nam chwilę zrozumienie niemieckich rozkładów jazdy dla tego w gruncie rzeczy świetnie skomunikowanego miasta, stąd kilka razy się zagubiliśmy, odnajdując m.in. nietypowe murale.



Do godziny 9 zdążyliśmy jeszcze odwiedzić Mall of Berlin - oglądanie witryn zamkniętych jeszcze sklepów opustoszałej galerii to ciekawe doświadczenie, szczególnie gdy jest to taka wystawna i elegancka galeria. Następnie ruszyliśmy do biura Zalando po odbiór naszych biletów - na Justynę, kuzynkę Ani nie musieliśmy długo czekać. Dostarczyła nam dwa eleganckie bilety, za co bardzo mocno dziękujemy. Załapaliśmy się nawet na chwilę do środka, zapoznając się z fajnymi oznaczeniami pokojów biura inspirowanych popularnymi serialami takimi jak Sopranos, Twin Peaks czy Big Bang Theory.


Od tego momentu zaczęła się nasza turystyczna wędrówka po mieście, czyste (!) ulice Berlina z minuty na minutę gęstniały, zapełniając się nie tylko mieszkańcami, ale i masami turystów, które przyjechały tej soboty pozwiedzać miasto, tak jak my. Nie przypuszczałbym, że Berlin tak bardzo mi się spodoba - nie kojarzyłem zbyt wielu lokalnych atrakcji, a praktycznie na każdym kroku natykaliśmy się na ciekawe obiekty i miejsca. Szczególnie zachwyciła nas sceneria miasta nad Sprewą! Dominika właściwie nie rozstawała się z aparatem. Laughing

[link widoczny dla zalogowanych]

Chłonęliśmy niespiesznie atmosferę miasta - nie tylko wzrokiem i słuchem, ale później także smakiem i zapachem, odwiedzając mały ogródek piwny Käse König. Nasz obiad był typowo niemiecki - bo tłusty, ale nasz budżet był bardzo ograniczony. Pieczonym ziemniakom towarzyszyła Currywurst i nieco surówki, a ponadto sporo starszych już Niemców żłopiących piwo za piwem. Laughing Na jedno skusiłem się też ja - Berliner Weisse o zielonym kolorze potraktowane było sokiem z marzanki wonnej, co w efekcie dało bardzo intrygujący, słodko-cierpki napój, niekojarzący się może z piwem, ale bardzo smaczny. Żałuję, że nie zabrałem chociaż jednej butelki ze sobą do Polski! Błądziliśmy, gdzie się tylko dało - Alexanderplatz, Potsdamerplatz, Brama Brandenburska, Bundestag, Bundesrat, Lustgarten z przepiękną Katedrą Berlińską, Marienkirche, Rothaus, Pomnik Pomordowanych Żydów i masa innych interesujących miejsc, które pilnie rejestrowała Dominika na swoim telefonie.


Pojeździliśmy też trochę metrem, S-Bahnem i piętrowymi autobusami, które z marszu zdobyły moje serce. Przejażdżka takim autobusem to kapitalna opcja na zwiedzanie miasta (wiwat linia 200). Wspominałem już nieraz o moim szczęściu do kanarów - nawet w Berlinie mieliśmy kontrolę. Laughing


Jednak większą trwogę wzbudziła jazda linią TXL, która jechała na samo lotnisko i nie zatrzymywała się na żadnym przystanku. Na szczęście jakieś dziewczyny wcisnęły stop i czym prędzej wyszliśmy razem z nimi, bo pozostali ludzie jechali z walizkami! Laughing

[link widoczny dla zalogowanych]

Około godziny 17 zaczęliśmy zmierzać do Columbiahalle, przy okazji odkrywając bardzo prosty dojazd na ZOB, pozostały tylko modły o sprawny przebieg koncertu. Stan baterii Dominiki był katastrofalny, a zaufanie do powerbanka mojej współlokatorki niewielkie, stąd musieliśmy czym prędzej znaleźć jakiś lokal z dostępem do gniazdka. Trafiliśmy do Burgerkinga niedaleko hali Columbiahalle, gdzie pospiesznie pitym napojom towarzyszyło równie prędkie ładowanie baterii, po czym chwilę przed 19 udaliśmy się pod halę, dołączając do sporej już kolejki ludzi. Przedtem jednak oddaliśmy nasze Tasche, co kosztowało nas całe 6 Euro!


[link widoczny dla zalogowanych]

Nawet nie zaglądali do środka, co mnie zirytowało, bo mogłem sobie chociaż jakieś niemieckie piwo tam załadować. Smutny Co zabawne, Niemcy szatni nie przewidzieli i kurtki mogliśmy zabrać ze sobą. Laughing Przed samym wejściem na halę zostaliśmy jeszcze skrupulatnie zlustrowani przez ochronę lokalu, po czym pobiegliśmy czym prędzej pod scenę. Jak się okazało, na przekór naszym obawom, Niemcom nie zależało aż tak bardzo na pierwszych rzędach, a część z nich zawinęła się na bardzo fajnie osadzony balkon, więc udało nam się zająć miejsce jakoś w 5/6 rzędzie na wprost głównej gwiazdy wieczoru. Sama Columbiahalle to obiekt bardzo dobrze zaplanowany - w moim odczuciu idealnie łączy koncertową kameralność z rozległą przestrzenią, zdolną pomieścić całkiem sporą liczbę ludzi. Nastał czas oczekiwania, napięcie rosło z minuty na minutę. Spotkało nas bardzo pozytywne zaskoczenie, gdy punkt 20 (!) na scenę wyszedł support Jasia - Jack Savoretti wraz z zespołem. Wokal Jacka to typowo rockowa szkoła, muzycznie mieliśmy zaś do czynienia ze swoistą mieszanką pop-rocka z bluesem. Nie był to support, który by mnie jakoś szczególnie porwał, więc nie żałowałem jakoś szczególnie, gdy po dokładnie 30 minutach zespół zszedł ze sceny. Napięcie na powrót zaczęło rosnąć, obsługa hali zaczęła bardzo sprawnie montować sprzęt głównej gwiazdy, a naszemu oczekiwaniu towarzyszyła typowa party lista Johna. Usłyszeliśmy jego ziomków, takich jak Jay-Z i Kanye West w "Otis", "Love on Top" Beyonce (i w tym momencie pragnę przesłać serdeczny uśmiech w stronę uroczej murzynki przy tuszy, która radośnie podśpiewywała sobie tuż za naszymi plecami nie tylko ten numer, ale także wszystkie piosenki Johna w trakcie koncertu! :)), a całość zwieńczyła Jasiowa mentorka - Lauryn Hill z "Doo Wop (That Thing)".
[link widoczny dla zalogowanych]

Nie wybiła nawet godzina 21, a 11-osobowy skład wkroczył na scenę, rozwiewając wszelkie nasze troski i zmartwienia. Elegancki John przysiadł do fortepianu i zaczął grać "I Know Better", wtórowały mu Hammondy, a potem i cała reszta zespołu. W tamtym momencie jeszcze nie dotarło do mnie, że jeden z moich ulubionych męskich wokalistów siedzi naprzeciwko mnie i śpiewa.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/50A7nKKaka4" frameborder="0"></iframe>
Dopiero groove "Penthouse Floor" sprawił, że poczułem ciarki na całym ciele i zacząłem gibać się do rytmu. Niemcy chyba zrozumieli moje intencje i przez cały koncert zostawili mi nieco przestrzeni, bym mógł swobodnie potańcować.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/eet0Iy__y74" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/UJ95xFp7Syk" frameborder="0"></iframe>

A naprawdę było do czego! Zespół prezentował nam strzał za strzałem -"Tonight" z tanecznym potencjałem.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/alV74RkOiMg" frameborder="0"></iframe>

"Love me now" z niepozornego utworu (który zresztą zdołał we mnie dojrzeć od czasu premiery kilkakrotnie, awansując do miana piosenek lubianych) stał się koncertowym pewniakiem.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/i1Xxgkr5CWE" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/RIDov1tqv3Q" frameborder="0"></iframe>

"Made to Love" zaaranżowane bardziej na ostro uwodziło szczerością wyznania.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/VaI5wWmazxk" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/fU_8DDzIPIY" frameborder="0"></iframe>

"Darkness and Light" z kapitalną zwrotką jednej z chórzystek.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/Cj7LWaBiM88" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/CY9ZeZibj2M" frameborder="0"></iframe>

"Overload" z przejmującą na wskroś solówką sekcji dętej.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/sb3w8Hp7miM" frameborder="0"></iframe>

"What You Do To Me" zagrane z jeszcze większym pazurem niż studyjnie to kolejna energetyczna petarda, jeden z wielu mocnych momentów tego wieczoru.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/d1UF-zErC18" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/qq05aT-kyu0" frameborder="0"></iframe>

Z kolei funky wykonanie "Used To Love You" sprawiło, że porefrenowe lala śpiewałem na całe gardło nawet ja, kompletny antytalent muzyczny, zagłuszając stojącą za Dominiką uroczą czarnoskórą babeczkę. :)
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/xgt41MI5J2Y" frameborder="0"></iframe>
Ciekawym punktem setlisty była piosenka napisana przez Johna razem z Meghan Trainor "Like I'm Gonna Lose You". Nie robi ona wrażenia studyjnie, ale na żywo bogata aranżacja i wokale wyciągnęły z tej piosenki piękno, wdzięk i dużo soulu.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/6FdFz7ZAISk" frameborder="0"></iframe>

Na "Save Room" John rozsiadł się wygodnie na fortepianie, snując swoją piosenkę na początku wyłącznie przy akompaniamencie gitary i perkusjonaliów, co wyciągnęło z tego utworu głęboko ukryte pokłady latynoskiej magii.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/tPixiFbpeak" frameborder="0"></iframe>
Przy "Slow Dance" oprócz aluzji do Trumpa, Jasiu postanowił wyciągnąć na scenę jedną z fanek i chwilę z nią potańczył! Z pewnością niejedna dziewczyna pod sceną poczuła przypływ zazdrości.
[link widoczny dla zalogowanych]
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/DNXVL6Urywc" frameborder="0"></iframe>

Warto wspomnieć, jak liczny zespół towarzyszy Johnowi na tej trasie. Mieliśmy kapitalną sekcję rytmiczną na czele ze świetnym perkusistą, który grał bardzo dynamicznie, żywiołowo, z odpowiednim groovem - doliczyć do tego perkusjonalia oraz bas i naprawdę chyba tylko kłoda mogłaby nie zatańczyć. Do tego mieliśmy drugiego klawiszowca, gitarzystę oraz sekcję dętą, w której skład weszła trąbka, saksofon i puzon. Naprawdę porządna miniorkiestra, ale wisienką na torcie były trzy bardzo ponętne i kształtne chórzystki, które oprócz świetnych wokali prezentowały też kapitalne choreografie do spółki z sekcją dętą.
[link widoczny dla zalogowanych]

Prawdziwe szaleństwo wydarzyło się podczas wykonania "Superfly" Curtisa Mayfielda.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/KKyV7Eq30uM" frameborder="0"></iframe>

Sam John podzielił się wówczas zabawną anegdotą na temat porodu swojej żony, która urodziła ich dziecko właśnie przy tym utworze. W ten sposób w parę sekund zanurzyliśmy się w lata 70 i daliśmy się ponieść muzycznemu szaleństwu. Dziewczyny ponownie zaprezentowały sensualne choreo, panowie z sekcji dętej też nie pozostawali obojętni na nieprawdopodobny groove.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/QL5Fn_ujGlA" frameborder="0"></iframe>

Po tym utworze nastąpiła z paroma wyjątkami bardziej refleksyjna część wieczoru, bo to wówczas John zagrał piękne ballady, takie jak "Ordinary People", "Surefire" czy "You and I (Nobody in the World)". John był zachwycony reakcjami publiczności, odśpiewane przez publiczność "Take it slow" kazał sobie śpiewać jeszcze!
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/AEhF6M9YJTE" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/-DZScKKMti8" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/FRE_1dUbl0o" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/aPTSc3XtjS8" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/ldDPxAYpW28" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/loVH1fxG-C8" frameborder="0"></iframe>

Chociaż dla mnie najbardziej wzruszającym momentem było wykonanie "Who Do We Think We Are", które za sprawą swojej podniosłej atmosfery nieomal doprowadziło mnie do łez - słuchałem tego utworu z zamkniętymi oczami.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/7V32wG9HeC4" frameborder="0"></iframe>

Nie mogło też zabraknąć klasycznego "So High" - tak pięknie wieńczącego cały koncert, po czym zespół zszedł ze sceny.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/GePJqUmn3E8" frameborder="0"></iframe>

Na powrót Johna na bis nie musieliśmy długo czekać, bo berlińska publiczność była zachwycona i nie szczędziła owacji.
[link widoczny dla zalogowanych]

Na bis Jasiek zaśpiewał oczywiście "All of Me", a towarzyszyły mu dzielnie głosy publiczności. Osobiście ten numer już mi się przejadł, ale stanowczo był to najbardziej rozczulający moment wieczoru - sam Jasiek był zachwycony śpiewem widowni.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/eEzeTmCudBo" frameborder="0"></iframe>

Na sam koniec zabrzmiało niemalże do nieba filmowe "Glory", pozostawiając nas w błogim stanie.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/Ld-p29D-5eY" frameborder="0"></iframe>

Chyba nigdy nie wyszedłem tak "pijany" z koncertu, jak sobotniego wieczoru. Tego dnia prawdopodobnie osiągnąłem muzyczny błogostan. Stan euforii mieszał się z bólem nadwyrężonych nóg. Wybiegliśmy z hali absolutnie zachwyceni. John Legend od jakiegoś czasu pozostawał mi dosyć obojętny, miałem wątpliwości, czy usłyszę coś wyjątkowego, ale rzeczywistość zupełnie przerosła moje oczekiwania. Ten koncert ujawnił, jak bardzo kocham muzykę Johna Legenda i jak bardzo stała się ona już częścią mnie - mojej głowy, mojego serca, mojej muzycznej tożsamości. To był mój najdroższy, ale i absolutnie najlepszy koncert, na jakim miałem okazję być (sorry, Joss!). Nie sposób nawet wskazać jakiegokolwiek mankamentu - rozbudowany zespół, soczysta setlista, kapitalna prezencja, John jako wulkan talentu, charyzmy, temperamentu i testosteronu. Do tego świetny kontakt z publicznością i dużo humorystycznych akcentów. Ba, nawet koncert punktualny, pełen profesjonalizm, a tego baliśmy się najbardziej - że będziemy walczyć z czasem. Odebraliśmy więc swoje Tasche i wyrobiwszy się na wcześniejszy autobus odbyliśmy ostatnią przejażdżkę po dzielnicach Berlina, tym razem pod osłoną nocy, aż do ZOB, by zawinąć się z powrotem do Polski. Po tak długim i intensywnym dniu sen ogarnął nas w oka mgnieniu. Potem tylko szybki przejazd z Wrocławia do Poznania i mogłem zasmakować ciepłego łóżeczka. Byłem tak zmęczony, że spałem prawie całą niedzielę, a wieczorem oczywiście... słuchałem Jasia Legendy. Odkryłem go na nowo! Dla takich chwil warto żyć, choć boję się, że nieprędko doświadczę równie zajebistego koncertu! :) Jeszcze raz wielkie podziękowania dla Ciebie, Aniu, bo bez Twojej pomocy nie byłoby to możliwe.

A do Berlina bardzo chętnie jeszcze wrócę! Czas szlifować niemiecki. :)

Setlista:
1. I Know Better
2. Penthouse Floor
3. Tonight (Best You Ever Had)
4. Love Me Now
5. Made to Love
6. Darkness and Light
7. Overload
8. What You Do To Me
9. Used to Love You
10. Save The Night
11. Like I'm Gonna Lose You (piosenka Meghan Trainor, w której John udziela się gościnnie)
12. Save Room
13. Slow Dance
14. Superfly (cover Curtisa Mayfielda)
15. Wake Up Everybody
16. Ordinary People
17. God Only Knows (cover The Beach Boys)
18. Surefire
19. Green Light
20. Who do We Think We Are
21. You and I (Nobody in The World)
22. So High
Bis:
23. All of Me
24. Glory


[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Chojrak dnia Wto 21:08, 03 Paź 2017, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ulalala16
ASYSTENT DS. PROMOCJI



Dołączył: 29 Lis 2011
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 7:10, 04 Paź 2017    Temat postu:

Świetna relacja jak zawsze:) Podpisuję się pod wszystkim, było cudownie. Jak coś to wszystkie filmiki (w tym dwa supportu) i więcej zdjęć są na moim dysku:
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:22, 04 Paź 2017    Temat postu:

I na to czekałam! Kocham te relację zaczynające się od "wstałem o godzinie..." i kończące się na "i poszedłem spać" Laughing

Lubię Jaśka, może nie jakoś szczególnie mocno, ale nie miałam wątpliwości,że koncert będzie fantastyczny i że wrócicie z bananami na twarzy! Szkoda,że Jaśko do nas nie wraca i że nie jest tańszy, bo sama z radością bym się wybrała na jego koncert.

Super,że udało Wam się być tak blisko sceny! Mieliście dobry tłum, bo jak ja tam byłam na Maroon 5, to jakakolwiek próba przejścia choć rząd bliżej kończyła się awanturą po niemiecku Laughing
6 lat temu była tam szatnia, ale kurewsko droga, zapłaciłam wtedy za nią majątek, ale była zima więc nie wyobrażałam sobie cały koncert stać z kurtką puchową i ciężką torbą w ręku. Byłam pod wrażeniem tego co działo się w szatni po koncercie - zejście do niej - jak i sama szatnia - było małe i wąskie, więc na górze stał pan ochroniarz i kontrolował przepływ ludzi, a nie jak u nas.

Mnie nie dziękujcie, dziękujcie uprzejmości Justyny Ja tylko skromnie pośredniczyłam. Chociaż swoją drogą, może oddałam dobrą energię, bo bilet na koncert Joss do Pragi udało mi się kupić tylko dzięki pomocy Adama, a właściwie jego siostry albo szwagra, więc równowaga została zachowana
Nie sądziłam,że kiedykolwiek uda Wam się poznać moją kuzynkę, hahaha, i teraz jestem jedyną osobą na świecie, która jeszcze nie widziała jej miejsca pracy, looooooooooooool.

Cieszę się,że udało Wam się zwiedzić miasto, ach te zdjęcia pełne zadumy na ławce, jeszcze bez twarzy, w stylu Joss z TWT Laughing

Piękne zdjęcia, Dominiko! <3 Cudowna zdjęciowo-filmikowa relacja, poczułam się jakbym tam z Wami była


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:54, 12 Lis 2017    Temat postu:

Ciut o koncercie Trombone Shorty. Bez weny, jakoś tak ogólnie :

Odwiedzenie Nowego Orleanu jest jednym z moich największych marzeń odkąd byłam nastolatką. W zachwyt wprawia mnie zarówno klimat tego miasta, jego piękna architektura i oczywiście muzyka, kolebka jazzu. Cieszę się, że to marzenie udało mi się pośrednio zrealizować poprzez koncert obywatela tego miasta, niesamowitego Trombone Shorty oraz jego fenomenalnego zespołu, Orleans Avenue.
Wieloletnie marzenie stało się faktem w listopadzie 2017 roku w krakowskim ICE. Poprzedzała go seria zabawnych zdarzeń związanych z biletami – od „Chyba nie pojadę, nie sama” do „jest nas czwórka, a mamy jeszcze dwa wolne miejsca do sprzedania albo oddania”. Drugi raz w moim życiu udało mi się wygrać bilet na koncert, a dzięki temu, że wygrał go też kolega Kamil, z miejsca wysoko na balkonie trafiłam do drugiego rzędu na parterze. Trudno wyobrazić sobie lepszą sytuację w przypadku koncertu siedzącego (OK, może dwa rzędy dalej byłoby lepiej dla uszu).
Chwilę po 20 na scenę weszli muzycy (dwóch gitarzystów, dwóch saksofonistów, perkusista oraz basista) oraz sam Trombone (będący wokalistą, puzonistą i trębaczem) i rozpoczął się koncert. Fuzja jazzu, soulu, funku i rocka rozgrzała polską publiczność! Panowie popisali się nie tylko finezją brzmienia (kilkuminutową solówkę Trombone’a na trąbce nie zapomnę chyba nigdy, skąd on czerpał na to siłę i powietrze?!), ale też świetnie bawili się na scenie – by wspomnieć „breakdance” jednego z saksofonistów (zresztą, on cały występ tańczył swój własny taniec z boku sceny), zabawne „układy choreograficzne” obydwojga saksofonistów czy wreszcie kiedy trójka dęciarzy wykonała część utworu wśród publiczności (sam Trombone jak gdyby nigdy nic siedząc na jednym z wolnych miejsc Sali). Podobało mi się też , kiedy jeden z saksofonistów – przedstawiany przez Trombone’a – udał, że jego instrument jest kijem golfowym i wykonał ruch uderzania niewidzialnej piłeczki w publiczność. Humory dopisywały!
Aż żal było, kiedy po 90 minutach zespół pożegnał się , żeby wrócić na zaledwie jeden bis. Mało!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    Zobacz poprzedni temat : Zobacz następny temat  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.jstone.fora.pl Strona Główna -> OFFTOPIC / Muzyka. Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9
Strona 9 z 9

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Regulamin