Forum www.jstone.fora.pl Strona Główna

Koncerty.
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.jstone.fora.pl Strona Główna -> OFFTOPIC / Muzyka.
Autor Wiadomość
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1426
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:31, 03 Paź 2017    Temat postu:

Chojrak napisał:
No i Sampha w marcu 2017 w Proximie po raz drugi zagra w Polsce. :) Na ten moment raczej muszę pohamować wydatki, ale w marcu chętnie bym zobaczył. :)


Ale ten los przewrotny. Laughing #szukanieprzepowiednichallenge

Czas pospamować w dawno nieodgrzebywanym temacie i powspominać piękne zwieńczenie tegorocznych wakacji. Uwaga, bo będzie bardzo obszernie (!) i na bogato, bo Dominika w trakcie koncertu osiągnęła perfekcję w robieniu zdjęć i z rozpędu nagrała jeszcze więcej filmików. Szczęśliwy ten, kto będzie grał przed Tobą kolejny koncert. Wesoly

30 września 2017 to dzień, do którego moje życie zmierzało prędzej niż mógłbym tego świadomie oczekiwać. W natłoku zajęć dnia codziennego zupełnie nie myślałem o wyjeździe do Berlina, nie odliczałem dni, a z kupnem biletów na Polski Bus zwlekałem dłuższą chwilę. Miałem też wątpliwości, czy John Legend jest w stanie mnie jakoś zaskoczyć, czy warto wydawać tyle pieniędzy? Wiem, że moje życie byłoby prostsze, gdybym nie zadawał tak wielu pytań!

Zaczęło się niepozornie, chociaż inaczej niż zwykle. Nigdy w swoim życiu nie miałem powodów, by wstawać przed północą. Laughing Tym razem było to konieczne - Polski Bus odjeżdżał z Poznania już o godzinie 1:20, a uwzględniając ograniczone możliwości dojazdowe nocną porą, musiałem wyjść z domu odpowiednio wcześniej raptem po 3 godzinach napiętego snu. Jechałem Polskim Busem pierwszy raz, więc byłem zaskoczony wygodą tego środka komunikacji - jak się okazało, doceniają ją nawet obcokrajowcy, którzy byli znaczną częścią grupy pasażerskiej w obie strony naszej trasy. W Berlinie pojawiłem się w oka mgnieniu (w moim przypadku to nawet od razu po zamknięciu jednego i drugiego oka), Polski Bus dojechał... 20 minut przed czasem! Berliński ZOB niestety nie zachwyca - gdybyśmy nie przejeżdżali obok berlińskiego lotniska Schonefeld, uznałbym, że dojechaliśmy do jakiejś podrzędnej polskiej mieściny. Laughing Chwila oczekiwania na Dominikę, zakup Tageskarte w automacie i byliśmy już gotowi na poznawanie Berlina. By tradycji stało się zadość, poszliśmy odludnioną ulicą Kantstrasse do MacDonalda oddalonego kilka km (nie do wiary, że Mac na dworcu autobusowym jest otwarty tylko do 23), w ten sposób załapując się na resztki życia nocnego. Grupka wstawionych Niemców radośnie panoszyła się po lokalu, a my zamówiliśmy pierwszą tego dnia kawę, by nieco dobudzić zaspane komórki. Byliśmy też świadkami małej awantury z udziałem imigrantów, stąd też postanowiliśmy zawinąć się czym prędzej na jakiś autobus. Nie musieliśmy długo czekać i chwilę potem znaleźliśmy się na pięknej Budapesterstraße, która już bardziej przystawała do niemieckiej stolicy, a potem odbyliśmy sobie zapoznawczą wycieczkę piętrowym autobusem, która naświetliła nam ścieżkę naszej przyszłej pieszej wędrówki.




Zajęło nam chwilę zrozumienie niemieckich rozkładów jazdy dla tego w gruncie rzeczy świetnie skomunikowanego miasta, stąd kilka razy się zagubiliśmy, odnajdując m.in. nietypowe murale.



Do godziny 9 zdążyliśmy jeszcze odwiedzić Mall of Berlin - oglądanie witryn zamkniętych jeszcze sklepów opustoszałej galerii to ciekawe doświadczenie, szczególnie gdy jest to taka wystawna i elegancka galeria. Następnie ruszyliśmy do biura Zalando po odbiór naszych biletów - na Justynę, kuzynkę Ani nie musieliśmy długo czekać. Dostarczyła nam dwa eleganckie bilety, za co bardzo mocno dziękujemy. Załapaliśmy się nawet na chwilę do środka, zapoznając się z fajnymi oznaczeniami pokojów biura inspirowanych popularnymi serialami takimi jak Sopranos, Twin Peaks czy Big Bang Theory.


Od tego momentu zaczęła się nasza turystyczna wędrówka po mieście, czyste (!) ulice Berlina z minuty na minutę gęstniały, zapełniając się nie tylko mieszkańcami, ale i masami turystów, które przyjechały tej soboty pozwiedzać miasto, tak jak my. Nie przypuszczałbym, że Berlin tak bardzo mi się spodoba - nie kojarzyłem zbyt wielu lokalnych atrakcji, a praktycznie na każdym kroku natykaliśmy się na ciekawe obiekty i miejsca. Szczególnie zachwyciła nas sceneria miasta nad Sprewą! Dominika właściwie nie rozstawała się z aparatem. Laughing

[link widoczny dla zalogowanych]

Chłonęliśmy niespiesznie atmosferę miasta - nie tylko wzrokiem i słuchem, ale później także smakiem i zapachem, odwiedzając mały ogródek piwny Käse König. Nasz obiad był typowo niemiecki - bo tłusty, ale nasz budżet był bardzo ograniczony. Pieczonym ziemniakom towarzyszyła Currywurst i nieco surówki, a ponadto sporo starszych już Niemców żłopiących piwo za piwem. Laughing Na jedno skusiłem się też ja - Berliner Weisse o zielonym kolorze potraktowane było sokiem z marzanki wonnej, co w efekcie dało bardzo intrygujący, słodko-cierpki napój, niekojarzący się może z piwem, ale bardzo smaczny. Żałuję, że nie zabrałem chociaż jednej butelki ze sobą do Polski! Błądziliśmy, gdzie się tylko dało - Alexanderplatz, Potsdamerplatz, Brama Brandenburska, Bundestag, Bundesrat, Lustgarten z przepiękną Katedrą Berlińską, Marienkirche, Rothaus, Pomnik Pomordowanych Żydów i masa innych interesujących miejsc, które pilnie rejestrowała Dominika na swoim telefonie.


Pojeździliśmy też trochę metrem, S-Bahnem i piętrowymi autobusami, które z marszu zdobyły moje serce. Przejażdżka takim autobusem to kapitalna opcja na zwiedzanie miasta (wiwat linia 200). Wspominałem już nieraz o moim szczęściu do kanarów - nawet w Berlinie mieliśmy kontrolę. Laughing


Jednak większą trwogę wzbudziła jazda linią TXL, która jechała na samo lotnisko i nie zatrzymywała się na żadnym przystanku. Na szczęście jakieś dziewczyny wcisnęły stop i czym prędzej wyszliśmy razem z nimi, bo pozostali ludzie jechali z walizkami! Laughing

[link widoczny dla zalogowanych]

Około godziny 17 zaczęliśmy zmierzać do Columbiahalle, przy okazji odkrywając bardzo prosty dojazd na ZOB, pozostały tylko modły o sprawny przebieg koncertu. Stan baterii Dominiki był katastrofalny, a zaufanie do powerbanka mojej współlokatorki niewielkie, stąd musieliśmy czym prędzej znaleźć jakiś lokal z dostępem do gniazdka. Trafiliśmy do Burgerkinga niedaleko hali Columbiahalle, gdzie pospiesznie pitym napojom towarzyszyło równie prędkie ładowanie baterii, po czym chwilę przed 19 udaliśmy się pod halę, dołączając do sporej już kolejki ludzi. Przedtem jednak oddaliśmy nasze Tasche, co kosztowało nas całe 6 Euro!


[link widoczny dla zalogowanych]

Nawet nie zaglądali do środka, co mnie zirytowało, bo mogłem sobie chociaż jakieś niemieckie piwo tam załadować. Smutny Co zabawne, Niemcy szatni nie przewidzieli i kurtki mogliśmy zabrać ze sobą. Laughing Przed samym wejściem na halę zostaliśmy jeszcze skrupulatnie zlustrowani przez ochronę lokalu, po czym pobiegliśmy czym prędzej pod scenę. Jak się okazało, na przekór naszym obawom, Niemcom nie zależało aż tak bardzo na pierwszych rzędach, a część z nich zawinęła się na bardzo fajnie osadzony balkon, więc udało nam się zająć miejsce jakoś w 5/6 rzędzie na wprost głównej gwiazdy wieczoru. Sama Columbiahalle to obiekt bardzo dobrze zaplanowany - w moim odczuciu idealnie łączy koncertową kameralność z rozległą przestrzenią, zdolną pomieścić całkiem sporą liczbę ludzi. Nastał czas oczekiwania, napięcie rosło z minuty na minutę. Spotkało nas bardzo pozytywne zaskoczenie, gdy punkt 20 (!) na scenę wyszedł support Jasia - Jack Savoretti wraz z zespołem. Wokal Jacka to typowo rockowa szkoła, muzycznie mieliśmy zaś do czynienia ze swoistą mieszanką pop-rocka z bluesem. Nie był to support, który by mnie jakoś szczególnie porwał, więc nie żałowałem jakoś szczególnie, gdy po dokładnie 30 minutach zespół zszedł ze sceny. Napięcie na powrót zaczęło rosnąć, obsługa hali zaczęła bardzo sprawnie montować sprzęt głównej gwiazdy, a naszemu oczekiwaniu towarzyszyła typowa party lista Johna. Usłyszeliśmy jego ziomków, takich jak Jay-Z i Kanye West w "Otis", "Love on Top" Beyonce (i w tym momencie pragnę przesłać serdeczny uśmiech w stronę uroczej murzynki przy tuszy, która radośnie podśpiewywała sobie tuż za naszymi plecami nie tylko ten numer, ale także wszystkie piosenki Johna w trakcie koncertu! :)), a całość zwieńczyła Jasiowa mentorka - Lauryn Hill z "Doo Wop (That Thing)".
[link widoczny dla zalogowanych]

Nie wybiła nawet godzina 21, a 11-osobowy skład wkroczył na scenę, rozwiewając wszelkie nasze troski i zmartwienia. Elegancki John przysiadł do fortepianu i zaczął grać "I Know Better", wtórowały mu Hammondy, a potem i cała reszta zespołu. W tamtym momencie jeszcze nie dotarło do mnie, że jeden z moich ulubionych męskich wokalistów siedzi naprzeciwko mnie i śpiewa.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/50A7nKKaka4" frameborder="0"></iframe>
Dopiero groove "Penthouse Floor" sprawił, że poczułem ciarki na całym ciele i zacząłem gibać się do rytmu. Niemcy chyba zrozumieli moje intencje i przez cały koncert zostawili mi nieco przestrzeni, bym mógł swobodnie potańcować.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/eet0Iy__y74" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/UJ95xFp7Syk" frameborder="0"></iframe>

A naprawdę było do czego! Zespół prezentował nam strzał za strzałem -"Tonight" z tanecznym potencjałem.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/alV74RkOiMg" frameborder="0"></iframe>

"Love me now" z niepozornego utworu (który zresztą zdołał we mnie dojrzeć od czasu premiery kilkakrotnie, awansując do miana piosenek lubianych) stał się koncertowym pewniakiem.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/i1Xxgkr5CWE" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/RIDov1tqv3Q" frameborder="0"></iframe>

"Made to Love" zaaranżowane bardziej na ostro uwodziło szczerością wyznania.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/VaI5wWmazxk" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/fU_8DDzIPIY" frameborder="0"></iframe>

"Darkness and Light" z kapitalną zwrotką jednej z chórzystek.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/Cj7LWaBiM88" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/CY9ZeZibj2M" frameborder="0"></iframe>

"Overload" z przejmującą na wskroś solówką sekcji dętej.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/sb3w8Hp7miM" frameborder="0"></iframe>

"What You Do To Me" zagrane z jeszcze większym pazurem niż studyjnie to kolejna energetyczna petarda, jeden z wielu mocnych momentów tego wieczoru.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/d1UF-zErC18" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/qq05aT-kyu0" frameborder="0"></iframe>

Z kolei funky wykonanie "Used To Love You" sprawiło, że porefrenowe lala śpiewałem na całe gardło nawet ja, kompletny antytalent muzyczny, zagłuszając stojącą za Dominiką uroczą czarnoskórą babeczkę. :)
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/xgt41MI5J2Y" frameborder="0"></iframe>
Ciekawym punktem setlisty była piosenka napisana przez Johna razem z Meghan Trainor "Like I'm Gonna Lose You". Nie robi ona wrażenia studyjnie, ale na żywo bogata aranżacja i wokale wyciągnęły z tej piosenki piękno, wdzięk i dużo soulu.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/6FdFz7ZAISk" frameborder="0"></iframe>

Na "Save Room" John rozsiadł się wygodnie na fortepianie, snując swoją piosenkę na początku wyłącznie przy akompaniamencie gitary i perkusjonaliów, co wyciągnęło z tego utworu głęboko ukryte pokłady latynoskiej magii.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/tPixiFbpeak" frameborder="0"></iframe>
Przy "Slow Dance" oprócz aluzji do Trumpa, Jasiu postanowił wyciągnąć na scenę jedną z fanek i chwilę z nią potańczył! Z pewnością niejedna dziewczyna pod sceną poczuła przypływ zazdrości.
[link widoczny dla zalogowanych]
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/DNXVL6Urywc" frameborder="0"></iframe>

Warto wspomnieć, jak liczny zespół towarzyszy Johnowi na tej trasie. Mieliśmy kapitalną sekcję rytmiczną na czele ze świetnym perkusistą, który grał bardzo dynamicznie, żywiołowo, z odpowiednim groovem - doliczyć do tego perkusjonalia oraz bas i naprawdę chyba tylko kłoda mogłaby nie zatańczyć. Do tego mieliśmy drugiego klawiszowca, gitarzystę oraz sekcję dętą, w której skład weszła trąbka, saksofon i puzon. Naprawdę porządna miniorkiestra, ale wisienką na torcie były trzy bardzo ponętne i kształtne chórzystki, które oprócz świetnych wokali prezentowały też kapitalne choreografie do spółki z sekcją dętą.
[link widoczny dla zalogowanych]

Prawdziwe szaleństwo wydarzyło się podczas wykonania "Superfly" Curtisa Mayfielda.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/KKyV7Eq30uM" frameborder="0"></iframe>

Sam John podzielił się wówczas zabawną anegdotą na temat porodu swojej żony, która urodziła ich dziecko właśnie przy tym utworze. W ten sposób w parę sekund zanurzyliśmy się w lata 70 i daliśmy się ponieść muzycznemu szaleństwu. Dziewczyny ponownie zaprezentowały sensualne choreo, panowie z sekcji dętej też nie pozostawali obojętni na nieprawdopodobny groove.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/QL5Fn_ujGlA" frameborder="0"></iframe>

Po tym utworze nastąpiła z paroma wyjątkami bardziej refleksyjna część wieczoru, bo to wówczas John zagrał piękne ballady, takie jak "Ordinary People", "Surefire" czy "You and I (Nobody in the World)". John był zachwycony reakcjami publiczności, odśpiewane przez publiczność "Take it slow" kazał sobie śpiewać jeszcze!
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/AEhF6M9YJTE" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/-DZScKKMti8" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/FRE_1dUbl0o" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/aPTSc3XtjS8" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/ldDPxAYpW28" frameborder="0"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/loVH1fxG-C8" frameborder="0"></iframe>

Chociaż dla mnie najbardziej wzruszającym momentem było wykonanie "Who Do We Think We Are", które za sprawą swojej podniosłej atmosfery nieomal doprowadziło mnie do łez - słuchałem tego utworu z zamkniętymi oczami.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/7V32wG9HeC4" frameborder="0"></iframe>

Nie mogło też zabraknąć klasycznego "So High" - tak pięknie wieńczącego cały koncert, po czym zespół zszedł ze sceny.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/GePJqUmn3E8" frameborder="0"></iframe>

Na powrót Johna na bis nie musieliśmy długo czekać, bo berlińska publiczność była zachwycona i nie szczędziła owacji.
[link widoczny dla zalogowanych]

Na bis Jasiek zaśpiewał oczywiście "All of Me", a towarzyszyły mu dzielnie głosy publiczności. Osobiście ten numer już mi się przejadł, ale stanowczo był to najbardziej rozczulający moment wieczoru - sam Jasiek był zachwycony śpiewem widowni.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/eEzeTmCudBo" frameborder="0"></iframe>

Na sam koniec zabrzmiało niemalże do nieba filmowe "Glory", pozostawiając nas w błogim stanie.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/Ld-p29D-5eY" frameborder="0"></iframe>

Chyba nigdy nie wyszedłem tak "pijany" z koncertu, jak sobotniego wieczoru. Tego dnia prawdopodobnie osiągnąłem muzyczny błogostan. Stan euforii mieszał się z bólem nadwyrężonych nóg. Wybiegliśmy z hali absolutnie zachwyceni. John Legend od jakiegoś czasu pozostawał mi dosyć obojętny, miałem wątpliwości, czy usłyszę coś wyjątkowego, ale rzeczywistość zupełnie przerosła moje oczekiwania. Ten koncert ujawnił, jak bardzo kocham muzykę Johna Legenda i jak bardzo stała się ona już częścią mnie - mojej głowy, mojego serca, mojej muzycznej tożsamości. To był mój najdroższy, ale i absolutnie najlepszy koncert, na jakim miałem okazję być (sorry, Joss!). Nie sposób nawet wskazać jakiegokolwiek mankamentu - rozbudowany zespół, soczysta setlista, kapitalna prezencja, John jako wulkan talentu, charyzmy, temperamentu i testosteronu. Do tego świetny kontakt z publicznością i dużo humorystycznych akcentów. Ba, nawet koncert punktualny, pełen profesjonalizm, a tego baliśmy się najbardziej - że będziemy walczyć z czasem. Odebraliśmy więc swoje Tasche i wyrobiwszy się na wcześniejszy autobus odbyliśmy ostatnią przejażdżkę po dzielnicach Berlina, tym razem pod osłoną nocy, aż do ZOB, by zawinąć się z powrotem do Polski. Po tak długim i intensywnym dniu sen ogarnął nas w oka mgnieniu. Potem tylko szybki przejazd z Wrocławia do Poznania i mogłem zasmakować ciepłego łóżeczka. Byłem tak zmęczony, że spałem prawie całą niedzielę, a wieczorem oczywiście... słuchałem Jasia Legendy. Odkryłem go na nowo! Dla takich chwil warto żyć, choć boję się, że nieprędko doświadczę równie zajebistego koncertu! :) Jeszcze raz wielkie podziękowania dla Ciebie, Aniu, bo bez Twojej pomocy nie byłoby to możliwe.

A do Berlina bardzo chętnie jeszcze wrócę! Czas szlifować niemiecki. :)

Setlista:
1. I Know Better
2. Penthouse Floor
3. Tonight (Best You Ever Had)
4. Love Me Now
5. Made to Love
6. Darkness and Light
7. Overload
8. What You Do To Me
9. Used to Love You
10. Save The Night
11. Like I'm Gonna Lose You (piosenka Meghan Trainor, w której John udziela się gościnnie)
12. Save Room
13. Slow Dance
14. Superfly (cover Curtisa Mayfielda)
15. Wake Up Everybody
16. Ordinary People
17. God Only Knows (cover The Beach Boys)
18. Surefire
19. Green Light
20. Who do We Think We Are
21. You and I (Nobody in The World)
22. So High
Bis:
23. All of Me
24. Glory


[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Chojrak dnia Wto 21:08, 03 Paź 2017, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ulalala16
ASYSTENT DS. PROMOCJI



Dołączył: 29 Lis 2011
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 7:10, 04 Paź 2017    Temat postu:

Świetna relacja jak zawsze:) Podpisuję się pod wszystkim, było cudownie. Jak coś to wszystkie filmiki (w tym dwa supportu) i więcej zdjęć są na moim dysku:
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4403
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 10:22, 04 Paź 2017    Temat postu:

I na to czekałam! Kocham te relację zaczynające się od "wstałem o godzinie..." i kończące się na "i poszedłem spać" Laughing

Lubię Jaśka, może nie jakoś szczególnie mocno, ale nie miałam wątpliwości,że koncert będzie fantastyczny i że wrócicie z bananami na twarzy! Szkoda,że Jaśko do nas nie wraca i że nie jest tańszy, bo sama z radością bym się wybrała na jego koncert.

Super,że udało Wam się być tak blisko sceny! Mieliście dobry tłum, bo jak ja tam byłam na Maroon 5, to jakakolwiek próba przejścia choć rząd bliżej kończyła się awanturą po niemiecku Laughing
6 lat temu była tam szatnia, ale kurewsko droga, zapłaciłam wtedy za nią majątek, ale była zima więc nie wyobrażałam sobie cały koncert stać z kurtką puchową i ciężką torbą w ręku. Byłam pod wrażeniem tego co działo się w szatni po koncercie - zejście do niej - jak i sama szatnia - było małe i wąskie, więc na górze stał pan ochroniarz i kontrolował przepływ ludzi, a nie jak u nas.

Mnie nie dziękujcie, dziękujcie uprzejmości Justyny Ja tylko skromnie pośredniczyłam. Chociaż swoją drogą, może oddałam dobrą energię, bo bilet na koncert Joss do Pragi udało mi się kupić tylko dzięki pomocy Adama, a właściwie jego siostry albo szwagra, więc równowaga została zachowana
Nie sądziłam,że kiedykolwiek uda Wam się poznać moją kuzynkę, hahaha, i teraz jestem jedyną osobą na świecie, która jeszcze nie widziała jej miejsca pracy, looooooooooooool.

Cieszę się,że udało Wam się zwiedzić miasto, ach te zdjęcia pełne zadumy na ławce, jeszcze bez twarzy, w stylu Joss z TWT Laughing

Piękne zdjęcia, Dominiko! <3 Cudowna zdjęciowo-filmikowa relacja, poczułam się jakbym tam z Wami była


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4403
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 10:54, 12 Lis 2017    Temat postu:

Ciut o koncercie Trombone Shorty. Bez weny, jakoś tak ogólnie :

Odwiedzenie Nowego Orleanu jest jednym z moich największych marzeń odkąd byłam nastolatką. W zachwyt wprawia mnie zarówno klimat tego miasta, jego piękna architektura i oczywiście muzyka, kolebka jazzu. Cieszę się, że to marzenie udało mi się pośrednio zrealizować poprzez koncert obywatela tego miasta, niesamowitego Trombone Shorty oraz jego fenomenalnego zespołu, Orleans Avenue.
Wieloletnie marzenie stało się faktem w listopadzie 2017 roku w krakowskim ICE. Poprzedzała go seria zabawnych zdarzeń związanych z biletami – od „Chyba nie pojadę, nie sama” do „jest nas czwórka, a mamy jeszcze dwa wolne miejsca do sprzedania albo oddania”. Drugi raz w moim życiu udało mi się wygrać bilet na koncert, a dzięki temu, że wygrał go też kolega Kamil, z miejsca wysoko na balkonie trafiłam do drugiego rzędu na parterze. Trudno wyobrazić sobie lepszą sytuację w przypadku koncertu siedzącego (OK, może dwa rzędy dalej byłoby lepiej dla uszu).
Chwilę po 20 na scenę weszli muzycy (dwóch gitarzystów, dwóch saksofonistów, perkusista oraz basista) oraz sam Trombone (będący wokalistą, puzonistą i trębaczem) i rozpoczął się koncert. Fuzja jazzu, soulu, funku i rocka rozgrzała polską publiczność! Panowie popisali się nie tylko finezją brzmienia (kilkuminutową solówkę Trombone’a na trąbce nie zapomnę chyba nigdy, skąd on czerpał na to siłę i powietrze?!), ale też świetnie bawili się na scenie – by wspomnieć „breakdance” jednego z saksofonistów (zresztą, on cały występ tańczył swój własny taniec z boku sceny), zabawne „układy choreograficzne” obydwojga saksofonistów czy wreszcie kiedy trójka dęciarzy wykonała część utworu wśród publiczności (sam Trombone jak gdyby nigdy nic siedząc na jednym z wolnych miejsc Sali). Podobało mi się też , kiedy jeden z saksofonistów – przedstawiany przez Trombone’a – udał, że jego instrument jest kijem golfowym i wykonał ruch uderzania niewidzialnej piłeczki w publiczność. Humory dopisywały!
Aż żal było, kiedy po 90 minutach zespół pożegnał się , żeby wrócić na zaledwie jeden bis. Mało!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1426
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 21:10, 24 Lis 2017    Temat postu:

To będzie jeden z koncertów, który po prostu utrwalę gdzieś w pamięci. Jak raz oszczędzę sobie pisania relacji (słyszę, jak odetchnęliście z ulgą Laughing). Czytałem gdzieś relację, która idealnie podsumowywała także i moje spostrzeżenia oraz wrażenia z tego koncertu, ale na ten moment nie mogę jej znaleźć. Chyba, że to tylko mój wymysł i była tylko ta, którą właśnie wstawiam. Laughing [link widoczny dla zalogowanych]
My tu zachwycamy się kilkuminutową grą bez wdechu Troya, a tu się okazuje, że on oszukańczo zasysa podczas takiej gry powietrze w ramach techniki cyrkulacyjnego oddechu. Wesoly Tak czy siak, ta technika robi wrażenie i pewnie wymaga masy ćwiczeń.

Lepiej powiedz coś więcej o koncercie Anthony'ego Stronga? Chętnie dowiem się więcej o tym, jak wypadł pocieszny jazz. Laughing


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Chojrak dnia Pią 21:13, 24 Lis 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4403
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 12:50, 25 Lis 2017    Temat postu:

Bardzo fajna relacja :) Zgodzę się,że ciężko jakoś opisać to wydarzenie - sama miałam z tym kłopot - bo to trzeba było po prostu samemu zobaczyć, posłuchać i doświadczyć.
Dobrze dowiedzieć się, że ten popisowy wyczyn ma nazwę (ach my nieobyci). Robił wrażenie!

A pan Strong... No pociesznie było, co więcej mogę napisać? Laughing Anthony grał na fortepianie, oprócz niego na scenie był jeszcze pan z kontrabasem, pan na trąbce, pan na saksofonie i pan na perkusji. Męski skład. Anthony wydał się niezwykle sympatyczny, zabawiał nas rozmową, opowiadał krótkie historie kryjące się za utworami, zagrał nie tylko swoje utwory, ale też np. Steviego Windera (co bardzo ucieszyło Dominikę, bo panowie zagrali nawet jej ulubioną piosenkę). Zabawnie było jak zagrali fragment "L.O.V.E.", bo publika nie za bardzo chciała śpiewać Laughing Jak na JMSN-ie, kiedy okazało się, że na sali brak kobiet Laughing

Jazzik pocieszny, jak to Dominika ujęła, taki w sam raz przedświąteczny. Z rodzaju tych przystępnych, po prostu miło było tego posłuchać. Miałyśmy miejsca w przedostatnim rzędzie siedzącym (brawo Stary Klasztorze za zmienienie mi imienia), ale sala jest mała, więc wszystko było dobrze widzieć i słyszeć.

Ujął mnie saksofonista, wyglądał jakby dopiero co maturę napisał Laughing Taki trochę przygłup był z niego (nie mówię o grze, ta była świetna!), jak nie grał, to tak stał i się kiwał, kilka razy nie był też pewny, czy ma zejść ze sceny czy nie (kilka razy on i pan na trąbce schodzili ze sceny). No i troszkę może zabrakło porządnej finezji, szaleństwa. Niby każdy z muzyków dostał chwilę na pokazanie siebie, ale dla mnie to było za mało.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1426
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:38, 26 Gru 2017    Temat postu:

W tym roku sezon koncertowy zakończyłem w taki sposób. Wesoly
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
Mam deja vu, bo dokładnie dwa lata temu w grudniu byłem na koncertach dokładnie tych samych artystów. Z tym, że Krzysztof grał solo, a Paulina występowała wówczas ze swoim zespołem Rita Pax. Symboliczne zwieńczenie dwóch lat mojego wariackiego koncertowania. Czas płynie nieubłaganie i przeraża mnie to. Laughing No i trzeba powiedzieć, że w końcu kupiłem bilety, zamiast je wygrać, dzięki czemu mogę w końcu powiesić jakieś pamiątki na mojej korkowej tablicy. Laughing

Co mogę powiedzieć na temat Krzysztofa? Koncert przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Widziałem już go dwa razy na solo actach, gdzie chłopak dawał popis swojej muzykalności, technicznego ogarnięcia i sztuki loopowania, ale z zespołem jeszcze nie miałem okazji go widzieć. Na początku roku przegapiłem co najmniej 3 okazje, by go zobaczyć - za każdym razem coś było nie tak. Jeśli nie chorowałem, to bilety wyprzedawane były tuż przed przypływem gotówki na moje konto. Laughing Niedzielnego wieczoru 10 grudnia byłem bardzo zmęczony po pracy, nogi odmawiały posłuszeństwa, na supporcie w postaci lokalnego zespołu na czele z dziwacznym, zmanierowanym wokalistką a la Asaf Avidan myślałem, że za bardzo nie poszaleję. Po wejściu Krzysztofa ból nóg ustąpił, jak ręką odjął. Gdy Krzysiek nie musi ogarniać wszystkich tych technologicznych nowinek i skupiać się na zapętlaniu ścieżek, a całą muzyczną robotę powierza swojemu zespołowi, pozwala mu to bardziej skupić się na kontakcie z publicznością. A kontakt ma doskonały! Były żarty, anegdoty, tańce, wspólne śpiewy, nawet wyjście do ludzi. Krzysiek uczył nas także śpiewać jeden uroczy wers, swoisty motywator - "mam 17 lat i w ogóle nie chcę, nie chcę mieć więcej" i kilka razy podczas koncertu zachęcał nas do śpiewania tego fragmentu. Ludzie tak bardzo się wkręcili, że śpiewali tę minipiosenkę także po drugim bisie przez dobre 10 minut, aż ochrona zaczęła nas wypędzać. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem, co więcej sam się wkręciłem w śpiewanie. Ludzie na ogół odpuszczają już po pierwszym bisie i wychodzą, tym bardziej zaskoczył mnie tak wielki entuzjazm. Laughing Zaskoczyła mnie bardzo obfita, dwugodzinna setlista, która mieściła praktycznie w całości dwie ostatnie płyty Krzyśka, jeden utwór z debiutanckiej, mocno rockowej płyty, covery Jaya-Z, Prince'a czy "Obracam w palcach złoty pieniądz" Perfectu. Było do czego śpiewać, znam te wszystkie piosenki, a że byłem z kumplem, który zupełnie tak jak ja uwielbia muzykę Krzysztofa, motywowaliśmy się wzajemnie do wspólnego śpiewania. Jako częstemu bywalcowi koncertów rzadko zdarza mi się taka sytuacja, bo częściej pojawiam się na takich wydarzeniach bardziej z ciekawości, z przypadku, ze zwykłej sympatii, a nie z uwielbienia czy miłości do muzyki danego artysty. Na pochwałę zasługuje też wybór miejsca - sala Wielka w poznańskim CK Zamek ma kapitalne nagłośnienie, stąd słuchało się tego koncertu z ogromną przyjemnością. Bardzo bym chciał, żeby Joss tam kiedyś zagrała! Gdybym pojawił się na drugim koncercie, organizowanym w Blue Note, mój entuzjazm na pewno byłby mniejszy. Krzysztof jest kapitalnym wokalistą - głos jak dzwon, ale też świetnym gwiazdorem w ogóle. Bardzo dobrze daje sobie radę na scenie, widać, że muzyka to jego żywioł - właściwy człowiek na właściwym miejscu. Wyczerpujący koncert z dużą dozą energii - Krzysiek w niczym nie ustępuje nawet Jaśkowi Legendzie i pokazał, jak należy grać koncerty, stawiając wysoko poprzeczkę wszystkim koncertującym artystom w tym kraju. Bardzo też szanuję to, że wyszedł do ludzi. Nie mogliśmy z kolegą przegapić takiej okazji do zdobycia autografu i zrobienia sobie zdjęcia. Niemniej kolejka była spora. Krzysiu cierpliwie przyjmował każdego. Ja przez ostatni rok na tyle odwykłem od zaczepiania gwiazd, że podbiłem do Krzysztofa lekko speszony. Z uśmiechem dopisał się do mojego egzemplarza płyty i cyknął sobie z nami fotę. Magii tego wieczoru dopełniło zimowe miasto pokryte śnieżnym puchem - naprawdę nic więcej do szczęścia tego dnia nie potrzebowałem. Wesoly Warto było przeczekać prawie rok obsuwy, żeby doświadczyć tego koncertu - warto było kupić bilety już w sierpniu! Laughing


Paulina to dużo skromniejszy format. Dziewczyna zagrała koncert w kameralnej Sali na Piętrze, która mieści maksymalnie 200 osób. Ja osobiście mam ogromny sentyment do tego miejsca, bo właśnie tam odbyły się pierwsze koncerty, na których byłem jako świeżo upieczony poznański student. (pierwsza edycja festiwalu Frazy, gdzie te czasy?) Na miejscu pojawiłem się dosyć późno i do tego samotnie, od czego odwykłem w ostatnim czasie. Byłem bardzo zdziwiony, bo sala praktycznie była pusta. Dopiero kilka minut po 20 zaczęli zbierać się ludzie, co dziwi w kontekście tego, że początek wydarzenia oznaczano właśnie na 20. Widocznie inni słuchacze są bardziej świadomi niedyspozycyjności Pauliny Przybysz i spółki. Laughing Oczekiwaniu towarzyszyły cudowne neo-soulowe dźwięki - zaczęło się od piosenek z najlepszej płyty Jose Jamesa "No Beginning no End" - "Trouble" i "It's All Over Your Body", a potem było równie ciekawie. Wkrótce potem na scenę wyskoczyła cała ekipa - Paulina Przybysz w najzwyklejszych ogrodniczkach (jawna inspiracja Gosią Andrzejewicz Laughing), Night Marks Electric Trio, perkusistka i chórzystka Martyna o egzotycznej urodzie i brązowym odcieniu skóry. Pierwsze dźwięki utworu "Saliva" i gęsty bit wprost wbiły w fotel, na skórze pojawiły się ciarki. Dziwi mnie, że koncert odbył się w takim miejscu - muzyka wręcz zmuszała do ruszenia się z miejsca, a z doświadczenia wiem, że raz posadzeni ludzie nie są skłonni wstawać z krzeseł. Potrzebna jest charyzma Trombone'a Shortego, a i czasu więcej niż trochę. Paulina nie dysponuje ani taką charyzmą ani takim czasem, stąd pozostawało mi z wielkim smutkiem spoglądanie na jej kocie ruchy. Laughing Brzmienie jej nowej płyty jest dosyć nietypowe, jak na polski rynek muzyczny, stąd koncertu słuchało się z zainteresowaniem, mimo iż zespół nie rozwijał za bardzo aranżu tych utworów, poza "Pirxem", gdzie po ostatniej zwrotce pociągnięto muzyczny wątek, eksponując neo-soulowy korzeń tego utworu. Muzycy popłynęli też przy "Dzielnych Kobietach", które przeszły w "Owce" - numer ten na albumie jest miniaturką, numerem epilogiem napisanym przypuszczalnie pół żartem, pół serio, z raczej skromną produkcyjną obudową. Natomiast na żywo utwór ten zabrzmiał z prawdziwym elektronicznym pierdolnięciem, a Paulina wykrzykując słowa "wywieź mnie na krótkie kolonie offline" wygłosiła swoisty manifest, kończąc pierwszy bis. Rozczarowała mnie długość koncertu, to był stanowczo najkrótszy koncert, na jakim byłem. Pomimo zagrania całego albumu, drugiego bisu plus celnego "Strzału z Body" z debiutanckiej płyty Night Marks, koncert trwał niewiele ponad godzinę. Brakowało chociaż jednego dodatkowego utworu - coveru lub sięgnięcia po jakiś starszy repertuar. Poza tym na żywo lepiej wypada bardziej organiczne brzmienie Rity Pax oparte w pełni na żywych instrumentach. Niemniej Paulina nadrobiła uroczą konferansjerką - uwielbiam jej lekko odjechane poczucie humoru i dystans do siebie oraz świata. Rozbawiła mnie sytuacja, gdy podczas utworu "Kumoi" kazała nam powtarzać skomplikowany klaskany motyw, który najpierw przedstawił nam cały zespół, dzieląc to sobie na kilka króciutkich sekwencji przypadających na każdą osobę z osobna. Konsternacja publiczności bezcenna - jak to powtórzyć? No i przyjemnie było posłuchać dobrego albumu w nieco innych warunkach akustycznych niż nauszne słuchawki, zwłaszcza że młodsza Przybyszka jest naprawdę utalentowaną wokalistką, idealnie dopełnianą przez chórzystkę o matowej barwie głosu - tworzyły razem naprawdę ładne harmonie. Po koncercie Paulina nie zeszła sama, musieliśmy osobiście się o nią postarać. Chętnych było mało - spotkanie zaaranżowały dwie dziewczyny w moim wieku. Stwierdziłem, że się podłączę. Wesoly W ten sposób uzyskałem autograf i zdjęcie, byłem równie speszony, co w niedzielę. Autograf nietypowy - Paulina się śmiała, że chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło jej się podpisać najpierw nazwiskiem, a potem imieniem. Laughing

To się nazywa solidny finisz! Laughing


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Chojrak dnia Wto 19:43, 26 Gru 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4403
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 11:44, 27 Gru 2017    Temat postu:

Z dedykacją imienną, aww <3 Haha, zauważyłam właśnie,że Paulina podpisała się per Przybysz Paulina, hahaha, jesteś wybrańcem

To Krzychu występuje też solo? Myślałam, że tylko z zespołem, ja go tak właśnie widziałam. Też pamiętam śpiewanie o 17 latach, sama się wkręciłam Laughing Te covery Jaya i Prince'a mnie zaciekawiły! Jak znajdziesz filmiki, to wrzuć!
3 koncert tego samego wykonawcy, możesz już dołączyć do klubu psychofanów, czekam aż pobijesz mój rekord z LUC-iem (6 Laughing 7 jak policzyć koncert z Rahimem).

Koncert w sali na 200 osób, takie lubię najbardziej <3

Poka zdjęcia!


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1426
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:52, 27 Gru 2017    Temat postu:

Na youtube nie ma wykonania zespołowego "99 Problems" Jaya-Z, ale jest z występu solo.
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/f8U4kvyG09g" frameborder="0" gesture="media" allow="encrypted-media"></iframe>

"Kiss" Prince'a
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/TH4zqWdVVRM" frameborder="0" gesture="media" allow="encrypted-media"></iframe>

W Minodze dwa lata temu śpiewał też "Halo" Beyonce i grał jednocześnie na perkusji, jak gdyby była to najprostsza rzecz na świecie. Laughing
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/geqZHnrC3nQ" frameborder="0" gesture="media" allow="encrypted-media"></iframe>

Miałem zachować te foty dla siebie, ale łapcie. Mam nadzieję, że kolega się nie obrazi, że upubliczniam jego wizerunek. Biedak musiał się pochylić, bo Krzysiu jest naprawdę dosyć niski.Laughing Wyglądamy jak gówno, ale cóż, natury nie da się oszukać, dopóki nie odwiedzisz Gojdzia. Wesoly Tamtej niedzieli wcieliłem się w jednorękiego bandytę! Wesoly

[link widoczny dla zalogowanych]

A tutaj ja, Paulina i jej szykowne ogrodniczki. Wesoly
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4403
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 13:41, 29 Gru 2017    Temat postu:

"99 problems" brzmi totalnie inaczej, za to plus, tak się powinno robić covery. Plus oczywiście za sięganie po coś totalnie spoza tego co sam gra. "Kiss" brzmi równie ciekawie, jak głosem wywija Krzychu I "Halo" jakie fajne! Ma facet pomysły na covery!

Czepiasz się, dobrze wyszedłeś na obu zdjęciach, chociaż Krzysiek Was przyćmił tą świecącą kurteczką <3 A gdzie masz lewą rękę na zdjęciu z nim? Laughing Na zdjęciu z Pauliną tak stoisz, jakby to ona sobie robiła z Tobą zdjęcie Laughing


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
wena
INSPEKTOR



Dołączył: 06 Sie 2011
Posty: 1497
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 19:36, 07 Sty 2018    Temat postu:

Kamil ty koncertowy ćpunie Wesoly Fajne zdjęcia,szczególnie to z Pauliną w ogrodniczkach Wesoly

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1426
Przeczytał: 15 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:30, 07 Lut 2018    Temat postu:

Ostatnia dawka nie spowodowała haju, chyba apatia i siła uzależnienia się ujawnia, ale zdarza się i tak. Wesoly

05.02.2018 - Khalid
Luty. Sesja. Zima. Mróz. Śnieg. Warszawa. Takie okoliczności przyrody towarzyszyły mojej drugiej wizycie w stolicy naszego pięknego kraju. Miasto "kwadratowej rakiety" (Laughing) odwiedził bowiem Khalid, utalentowany, już za chwilę 20-letni chłopak z Teksasu. Wydawać by się mogło, że jego muzyka, jedną nogą zanurzona w sosie mainstreamowego r'n'b, nie ma prawa mnie do siebie przekonać. Z drugiej strony przekaz jest na tyle beztroski i naiwny, produkcje na tyle solidne i różnorodne, a głos Khalida na tyle oryginalny i nonszalancki, że całościowo ta muzyka brzmi spójnie, przekonująco, autentycznie. Bardzo byłem więc ciekawy, jak wypadnie na scenie tak dobrze rokujący debiutant. Równie wysoki poziom zainteresowania przejawiły Dominika oraz jej koleżanka z akademika Jowita, którym bardzo dziękuję za fajny wypad!


Chwilę po 17 zjawiłem się w Warszawie, a godzinę później znalazłem się pod Palladium, gdzie Khalid miał zagrać koncert. Musiałem mierzyć się ze sporym szokiem, ujrzałem bowiem sporą kolejkę ludzi, która z ulicy Złotej rozciągała się już na ulicę Marszałkowską. Wesoly Rzeczywiście bilety wyprzedały się kilkanaście dni przed wydarzeniem, ale nie spodziewałem się, że Khalid cieszy się aż taką popularnością u nas w kraju. Czułem się, jakbym czekał na koncert Shakiry co najmniej. Laughing Na szczęście o 19 drzwi zostały otwarte, a tłumy gości wpuszczane były szybko i sprawnie, co w obliczu gęstniejących opadów śniegu niewątpliwie nas ucieszyło. Mimo tak dużej ilości ludzi, udało nam się znaleźć w miarę dobre miejsce mniej więcej w środkowym rzędzie, nieco na uboczu. Eleganckie wnętrze Palladium i zawyżanie przez nas średniej wieku (pierwszy raz poczułem się staro Laughing) sprowokowało nas do spożycia piwa. Z konsternacją odkryliśmy, że otacza nas cała masa licealistów, co siłą rzeczy musiało się przełożyć na późniejszy odbiór koncertu.


Punkt 20 na scenie pojawił się support w postaci uroczej Liv Dawson (współpracowała między innymi z Disclosure - pierwszy raz byłem tak bardzo ucieszony z powodu supportu) i już na wstępie rozpaliła publiczność tanecznym sztosem pt. "Searching". Dalej było równie ciekawie, nasze uszy były karmione energicznymi, elektronicznymi bitami łączącymi r'n'b, house i odrobinę hip-hopu. Jak na support, usłyszeliśmy całkiem pokaźną sumę utworów - około 7 czy 8. Nie obraziłbym się na jeszcze więcej, dziewczyna ma świetny wokal i brzmi bardzo świeżo, publika nie szczędziła owacji i energii. Następnie rozpoczęło się napięte oczekiwanie na gwiazdę wieczoru. Towarzyszyły nam trapy, do dzisiaj nie pojmuję fenomenu tego gatunku - tak po prawdzie to w kółko leciał jeden ten sam bit. Laughing


Punktualnie o 21 na scenę doczekaliśmy się głównej gwiazdy wieczoru. Pisk publiczności i euforyczne reakcje nieomal zmiotły mnie z powierzchni ziemi, a niezmącony do tej pory widok na scenę przysłonił mi las smartphone'ów. Chyba nigdy czegoś takiego nie widziałem na żywo, a na paru koncertach już byłem. Zgodnie stwierdziliśmy, że wdepnęliśmy zbyt głęboko w mainstreamowe brzmienia, tutaj muzyka nie jest naistotniejsza, równie ważny jest też lans. Laughing Khalid otworzył koncert utworem "American Teen" i w mig rozruszał imprezę - nawet nie musiał za dużo śpiewać, bo publiczność radziła sobie doskonale. W połowie utworu na scenę wkroczyły dwie młode dziewczyny z pomponami stylizowane na amerykańskie cheerleaderki (rasowy parytet - jedna biała, jedna czarna Laughing) i tańczyły u boku Khalida. Padał strzał za strzałem - "Let's Go", "Another Sad Love Song", "8Teen", "Saved" i robiło mi się trochę przykro, bo aranżacje były z początku raczej mało rozbudowane, co najwyżej nieco podrasowane gitarami, chórki były puszczane z taśmy, a sam Khalid pomimo świetnego wokalu więcej pola oddawał publice. Samo nagłośnienie pozostawiało wiele do życzenia - muzyka była stanowczo za głośno w stosunku do wokalu, często po prostu zagłuszała wokalistę. Sam zespół był ukryty za ekranem, na którym puszczano wizualizacje - jak dla mnie kiepskie rozwiązanie, bo uwielbiam patrzeć na grających muzyków. Rozumiem, że zamysł był taki, by uwaga słuchaczy skupiła się na wokaliście, ale jednak mocno mnie to rozczarowało. Z drugiej strony nie ma w tym nic dziwnego, bo Khalid czuje się na scenie jak ryba w wodzie - bez problemu przykuwa uwagę publiczności, łapie z nią dobry kontakt. Jednej osobie nagrał się nawet na telefon. Widać było, że tak duża atencja go bawi. Wesoly Byliśmy świadkami kilku małych akcji koncertowych - był własnoręcznie namalowany portret, serduszka, czy też Happy Birthday. Samo koncertowanie ewidentnie sprawia mu ogromną radość - uśmiech nie schodził mu z twarzy, a tańczył i skakał na tyle intensywnie, że spodnie mu nie wytrzymały. W tym wieku naprawdę niewiele więcej do szczęścia potrzeba - zarabiaj pieniądze, baw się jak na dobrej imprezie, spełniaj się, zwiedzaj świat, a najlepsze jest to, że życie dopiero przed nim. Laughing


Następnie nastąpiła nieco bardziej refleksyjna część wieczoru, którą rozpoczęła piosenka "Hopeless" zagrana z początku akustycznie - i na coś takiego czekałem! Ku mojemu zdziwieniu potem numer został zagrany w wersji albumowej. Kolejne spokojniejsze numery ujawniły jednak najważniejszy atut młodego debiutanta - głęboki, dojrzały wokal. Najlepiej oddał to soulowy numer "Angels", w którym wokalista w pełni zademonstrował drzemiący w nim potencjał. Następnie przyszła pora na znaczne ożywienie publiki - zaczęło się od "Keep Me" i zespół w końcu zaczął trochę bardziej szaleć muzycznie. Moje ulubione "Winter" zostało podrasowane funkową energią i kupiło mnie w całości. "Location" - piosenka, która otworzyła Khalidowi ścieżkę do kariery, była bardzo rozbudowana, a na koniec ujawnił nam się gitarzysta zespołu, grając porządną solówkę, a cały zespół powędrował do krainy wyrazistego rocka. Rozbawiło mnie, jak Khalid zagrał "Rollin'" z ostatniej płyty Calvina Harrisa, bo na publice zrobiło się momentalnie cicho. Nieliczni znali ten kapitalny kawałek i wtedy pośpiewać mogłem ja. Laughing Niby mainstream, a jednak widać, że uwaga skupia się wyłącznie na singlach. Na zakończenie wybrzmiał ostatni hit młodzieńca, nonszalanckie "Young, Dumb & Broke" - tutaj śpiewała już cała sala. I taką oto deklaracją niedojrzałości i bankructwa zakończył się ten koncert. Wesoly


Ku mojemu zaskoczeniu Khalid nie zagrał bisu, ale też trudno mu się dziwić - publika nie zachęciła go do tego w żaden sposób, ludzie rozeszli się jak gdyby nic. Laughing Cały koncert trwał niewiele ponad godzinę, ale Khalid w sumie zagrał wszystkie numery z płyty i dwa utwory z gościnnych występów - koncert był zwyczajnie bardzo dynamiczny, ale aranżacyjnie raczej mało rozbudowany. W drodze po kurtki zauważyliśmy, że część młodych siedziała już nawalona i wydzierała się, nie ma to jak się upić na koncercie. Laughing Jeszcze bardziej zdziwieni byliśmy popularnością sklepiku, gdzie ceny ciuchów zaczynały się jakoś od 150 zł, a popyt był znaczny. Za to płyt nie sprzedawali - ot, znak czasów. Koncert mnie więc dosyć mocno rozczarował, liczyłem na większe ożywienie tej muzyki jednak, nagłośnienie też zrobiło swoje. Nazbyt euforycznie piszczący ludzie wokół to nie jest rzecz, do której przywykłem na koncertach. Z drugiej strony Khalid jest bardzo obiecującym debiutantem, życie dopiero przed nim i myślę, że warto go obserwować. Być może za parę lat będę wspominał, że widziałem go w Palladium, a będzie wyprzedał stadiony? Druga rzecz, że pomimo niepowalającego koncertu, płyty słucha mi się o wiele lepiej. Ten wypad uświadomił mi jedno - "Young, Dumb and Broke" to również mój stan umysłu na ten moment, a uczestnictwo w tym koncercie stanowi idealne ucieleśnienie tego faktu. Mimo zdarzających się rozczarowań, lubię to beztroskie oraz mało racjonalne ekonomicznie i życiowo jeżdżenie za muzyką!


Najciekawsze było jednak oczekiwanie na pociąg i busa do rana. McDonald jak zawsze przywitał nas z otwartymi ramionami, co byśmy zrobili bez tej jadłodajnio-noclegowni? Laughing Mieliśmy Wi-Fi, dostęp do jedzenia, ciepełko, koty na Youtubie, czego chcieć więcej? Może spacer po pustej, zaśnieżonej Warszawie o 3 nad ranem w siarczysty mróz? Bardzo proszę! Spacer Nowym Światem, wizyta u Andrzeja Dudy, Ministerstwo Zdrowia, brashop "La Gaccie" czy Pałac Kultury a.k.a. "kwadratowa rakieta" zaobserwowana z każdej strony? Bosko! Oby do następnego muzycznego wyjazdu! :)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4403
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 14:11, 07 Lut 2018    Temat postu:

Dlaczego mi też Wasz wypad umknął? :0 Zrozumiałam co się dzieje, jak zobaczyłam na Instagramie Dominiki zdjęcia, pięknie Laughing

Kwadratowa rakieta <3 Kupuję tę nazwę, świetna Laughing

Ja już chyba jestem za stara na Khalida, bo do mnie kompletnie jego płyta nie trafiła, więc koncertem nie byłam w ogóle zainteresowana, ale i tak jestem zdziwiona, że Wy zawyżaliście średnią wiekową Laughing
Telefony w górze ostatnio pamiętam na koncercie JT - i wtedy ludzie z tyłów zaczęli się wydzierać "SCHOWAĆ TE TELEFONY KURWA BO NIC NIE WIDZĘ", więc rozumiem wkurzenie takimi zachowaniami. Rozumiem coś tam sobie nagrać, cyknąć parę zdjęć, ale wkurza mnie zawsze zdawanie pełnych relacji na fejsie....

Szkoda, że nie chcieliście czekać na Khalida po koncercie - Palladium ma ten plus, że jest tam tylko jedno wyjście, więc Artyści muszą nim wyjść (Joss <3). Ostatnio jak tam byłam, to grupka nas czekała na wyjście Patricka Wolfa - machaliśmy mu, kiedy już siedział w samochodzie i ktoś dowalił "jak w Familiadzie" Laughing Laughing Laughing

Szkoda, że koncert trochę rozczarował, ale za to noce po są zawsze najlepsze Laughing


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Stoned dnia Śro 14:11, 07 Lut 2018, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
wena
INSPEKTOR



Dołączył: 06 Sie 2011
Posty: 1497
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 11:01, 09 Lut 2018    Temat postu:

A ja musiałem wygoglować gośćia, bo nie znałem Wesoly Ale ten numer Young, Dumb and Broke nie raz słyszałem w radiu. Młody chłopak więc dobre występy na żywo pewnie jeszcze przed nim.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4403
Przeczytał: 32 tematy

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 14:01, 02 Mar 2018    Temat postu:

01.03.2018 - Rosalie we Wrocławiu

Na koncert młodej polskiej Artystki, Rosalie, wybrałam się raczej z ciekawości, niż z silnej chęci posłuchania jej twórczości na żywo. Jej wydany w styczniu tego roku debiutancki LP "Flashback" bardzo mi się spodobał, ale ja chyba po prostu nie umiem się ekscytować koncertami polskich wykonawców. Nie wiem jak to lepiej wytłumaczyć, po prostu tak mam.

Poszłam bez oczekiwań... I jak było?

Rosalie wyszła na scenę wrocławskiej Starej Piwnicy około 20.45 i z miejsca skupiła na sobie uwagę publiczności. Nie ma się czemu dziwić, bo to nie tylko piękna i uśmiechnięta młoda kobieta, ale też całkiem charyzmatyczna osoba, co jest ważną cechą w tym fachu.
Na scenie towarzyszyły jej zaledwie dwie osoby - Paszczak odpowiadający za stronę elektroniczną (bałam się przez chwilę, że występ będzie się opierał tylko na tym), oraz basista Adam. Dla mnie szczególnie drugi z panów był świetną częścią zespołu, bo trudno sobie wyobrazić dobry koncert spod znaku r&b bez wyeksponowanego basu.

W czasie trwającego lekko ponad godzinę setu poznanianka umiejętnie zaprezentowała publiczności przekrój swojej twórczości - pojawiały się nie tylko piosenki z debiutanckiej płyty, ale także z wydanej wcześniej EP-ki czy utwory "niezrzeszone", dzięki czemu Artystce udało się nieco zaskoczyć publiczność.
Wśród zagranych piosenek brakowało chyba tylko "Po co?", którego publika mocno się domagała.

Artystka w krótkich przerwach między utworami opowiadała o swoich inspiracjach (tak np. dowiedzieliśmy się, że "A pamiętasz?" powstało w podróży z wesela, autem z Lublina do Poznania). Rosalie wspomniała też, że jej wielką muzyczną inspiracją jest Beyonce i w hołdzie Amerykance wykonała (trochę przewrotnie) cover "No, no no" Destiny's Child (cover moim zdaniem świetny, bardzo basowy).

Każde tego typu wydarzenie ma swoją "gwiazdę", nie inaczej było tym razem. W połowie koncertu na scenę wkroczył... pies Artystki. Zwierzak został oczywiście szybko zabrany z klubu, wywołując jednak najpierw falę "awwww", kiedy Rosalie wzięła go na ręce :)

Czy Rosalie obroniła swoją twórczość na żywo? Zdecydowanie tak! W moim odczuciu jej piosenki zyskują na żywo, w czym spora zasługa dwóch muzyków starających się urozmaicać podkłady i wyciągać z nich to co na najlepsze. Moim małym zarzutem jest tylko brak odrobiny szaleństwa - tu i ówdzie basista pozwalał sobie na małą improwizację, a Paszczak bawił się samplerem, ale większość piosenek zamknęła się w 3-4 minutach, aż prosiło się o coś odjechanego! Przymknę jednak na to oko, bo wciąż mówimy o debiutantce.
Głos Rosalie na żywo brzmi bez zarzutu, czysto, nienagannie technicznie, przyjemnie dla ucha.

Podsumowując - wybrałam się na koncert Rosalie. bez większych oczekiwań i bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Dziewczyna ma talent, prezencję, pomysł na siebie, uśmiech na twarzy i uwielbienie zarówno krytyki jak i publiki, czyli wszystko to, czego potrzeba by odnieść sukces. Trzymam za nią kciuki i z chęcią jeszcze raz zobaczę ją na żywo przy nadarzającej się okazji.

<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/MWyqsGpUtrg" frameborder="0" allow="autoplay; encrypted-media"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/542FYa5BjYk" frameborder="0" allow="autoplay; encrypted-media"></iframe>
<iframe width="560" height="315" src="https://www.youtube.com/embed/bN-Um8610JY" frameborder="0" allow="autoplay; encrypted-media"></iframe>


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Stoned dnia Pią 14:57, 02 Mar 2018, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    Zobacz poprzedni temat : Zobacz następny temat  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.jstone.fora.pl Strona Główna -> OFFTOPIC / Muzyka. Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Strona 9 z 10

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Regulamin