Forum www.jstone.fora.pl Strona Główna

Water For Your Soul
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.jstone.fora.pl Strona Główna -> Twórczość / Płyty
Twoją ulubioną piosenką z tej płyty jest :

Love Me
40%
 40%  [ 2 ]
This Ain't Love
0%
 0%  [ 0 ]
Stuck On You
0%
 0%  [ 0 ]
Star
0%
 0%  [ 0 ]
Let Me Breathe
0%
 0%  [ 0 ]
Cut The Line
0%
 0%  [ 0 ]
Wake Up
20%
 20%  [ 1 ]
Way Oh
20%
 20%  [ 1 ]
Underworld
0%
 0%  [ 0 ]
Molly Town
0%
 0%  [ 0 ]
Sensimilla
0%
 0%  [ 0 ]
Harry's Symphony
0%
 0%  [ 0 ]
Clean Water
20%
 20%  [ 1 ]
The Answer
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkie
0%
 0%  [ 0 ]
Żadna
0%
 0%  [ 0 ]
Trudno wybrać
0%
 0%  [ 0 ]
Wszystkich Głosów : 5

Autor Wiadomość
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 8:59, 04 Wrz 2015    Temat postu:

Chojrak napisał:
A jak oceniacie teksty na tej płycie? Mnie bardzo cieszy to, że te piosenki są różnorodne pod względem tematyki. :)


Odkąd niektórzy znajomi kiedyś mi powiedzieli coś w rodzaju "fajny głos ma ta "twoja" Joss, ale ile można śpiewać,że ona go kocha a on jej nie?" zaczęłam zwracać uwagę na tematykę piosenek Joss Laughing

Mi osobiście jakoś mocno nie przeszkadza,że zdecydowana większość jej repertuaru traktuje o jakimś aspekcie miłości.
Jeśli ktoś na to kręci nosem, to znajdzie się mała grupa utworów o innej tematyce ("right to be wrong", "free me", "sleep like a child" - pierwsze trzy jakie mi przyszły do głowy, ale nie jedyne), a nowa płyta daje ich jeszcze trochę.

Napiszę tak - generalnie tekstowo Joss zawsze dawała radę, jak dla mnie. O ile można się czepiać słabszej muzyki, to teksty zawsze były na niezłym, dobrym poziomie.

Też cieszę się,że na WFYS znalazło się więcej niż dotychczas piosenek wychodzących poza tematykę miłości (chyba,że miłości do samego siebie w sensie akceptacji). Mamy "Star", mamy "Wake up, jest "Clean water", "The Answer"... Joss jednak potrafi śpiewać o czymś innym niż o motylkach w brzuchu Laughing


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1294
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:36, 08 Wrz 2015    Temat postu:

Nie zapominajmy o "Sensimilli". Laughing Mnie osobiście bardzo się podoba tekst "Cut The Line" - rozbudowany, Joss poszła bardziej w konkret niż zwykle. :) Cieszy mnie również narracja w "Molly Town" - opowiedzenie historii z czyjejś perspektywy.

Poza tym przekonałem się już nawet do "Star" i "Let Me Breathe" - ta płyta to nierozerwalna całość, jak dla mnie. Wesoly


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 18:32, 09 Wrz 2015    Temat postu:

Chojrak napisał:
Nie zapominajmy o "Sensimilli". Laughing Mnie osobiście bardzo się podoba tekst "Cut The Line" - rozbudowany, Joss poszła bardziej w konkret niż zwykle. :) Cieszy mnie również narracja w "Molly Town" - opowiedzenie historii z czyjejś perspektywy.

Poza tym przekonałem się już nawet do "Star" i "Let Me Breathe" - ta płyta to nierozerwalna całość, jak dla mnie. Wesoly


Też mam ostatnio ciągnoty do "Cut The Line", nie byłam przekonana od początku do tego utworu, ale teraz mi się podoba. Raz,że wokalnie Joss brzmi tam jak na mój gust zajebiście (nie wydziera się, a brzmi emocjonalnie), a dwa,że rozumiem tekst aż za dobrze Mruga

W ogóle sporo tekstów poświęciła swojemu byłemu, przynajmniej tak się wydaje. I "This ain't love" i "Let me breathe" i "Cut The Line" aż trzy.

Skoro przekonałeś się do "Star" to sukces Joss Laughing Naprawdę ją lubisz, hahaha


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 9:13, 04 Gru 2015    Temat postu:

Ostatnio przeczytałam gdzieś takie zdanie,że kiedy Joss przestanie śpiewać tak, jakby miała coś do udowodnienia, to będzie fenomenalną piosenkarką/artystką.

I tak się zaczęłam zastanawiać,że albo ta płyta jest pierwszą nagraną na luzie artystycznym (mówiąc tylko o krążkach z autorskimi piosenkami), albo była nią "LP1".

Co o tym sądzicie? Czy Waszym zdaniem czuć tu w ogóle jakąś różnicę?

Moim zdaniem pierwsze płyty są takimi "do udowodnienia". SS1 było debiutem, ale z coverami, więc MB&S miało trochę udowodnić,że i we własnych kompozycjach Joss radzi sobie świetnie, potem IJS miało pokazać prawdziwą Joss-wokalistkę-artystkę... Może ta zabawa zaczęła się już od CMF?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1294
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:42, 04 Gru 2015    Temat postu:

A w jakim sensie to było napisane? I co ciekawsze, napisane na stronie polskiej czy zagranicznej?
Jak dla mnie, jeżeli Joss próbuje coś udowodnić, to najwięcej pod względem wokalnym, często zdarza jej się szarżować w swoich piosenkach wokalem do takiego stopnia, że nie wszystkim musi się to podobać. Ja na przykład lubię jej popisy wokalne, tak samo jej spontaniczne (dla niektórych z kolei wyuczone) okrzyki i pomrukiwania. Pod tym względem wydaje mi się, że właśnie WFYS jest tą pierwszą płytą bez ciśnienia na pokazanie tego, ile Joss potrafi, ale nastawiona po prostu na barwne, dobre śpiewanie. Wątpię, że ludziom może chodzić o coś innego, w końcu ilu jest takich, którzy dokładnie śledzą jej twórczość i krytykują warstwę aranżacyjną i tekstową? ewentualnie może chodzić o sam kontekst nagrań, ale wtedy jak próba udowodniania czegoś miałaby ogólnie wpłynąć na kształt jej muzyki? Przecież Joss prawdopodobnie i tak nagrałaby te piosenki w podobny sposób. Wyjątkiem może być SS2 jako pokazanie umiejętności coverowania soulowych klasyków plus desperacka próba przypomnienia o sobie, może chęć powrotu do sukcesu z czasów debiutu? LP1 też pewnie miało dowodzić tego, że Joss potrafi sobie poradzić bez dużej wytwórni za plecami, ale tutaj nie wiem, jak miałoby to wpłynąc na zawarte na tym albumie piosenki - do współpracy z Dave Stewartem pewnie i tak by doszło, a atmosfera Nashville przyniosła takie, a nie inne utwory. Na CMF też raczej nie ma żadnego udowadniania, wprawdzie walczyła z wytwórnią, ale to raczej nie miało wielkiego wpływu na samą muzykę. Może też dlatego właśnie ta płyta tuż po Soul Sessions była najlepiej oceniana? Ciężko stwierdzić, natomiast o WFYS chyba najprędzej można powiedzieć, że to w 100% luźno nagrana płyta. Joss przecież nie kreuje się na rasta, nie chce reggae rewolucjonizować, pokazała, że może nagrać własne, dobre, autorskie piosenki, ale myślę, że to nie był nadrzędny cel. Tak naprawdę o każdym artyście można powiedzieć, że z każdą płytą musi coś udowadniać. Jeśli WFYS ktoś uważa za próbę udowadniania czegoś, to chyba po prostu nie przekonują go piosenki Joss i nie ma co drążyć, a Joss pozostaje nagrywać kolejne płyty - ta ostatnia i każda kolejna chyba najszybciej mają szansę uwolnić się od tego krzywdzącego piętna. :)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 16:50, 05 Gru 2015    Temat postu:

Chojrak napisał:
A w jakim sensie to było napisane? I co ciekawsze, napisane na stronie polskiej czy zagranicznej?


Trafiłam pod jakimś filmikiem na YT, komentarz był po angielsku.

Chojrak napisał:

Jak dla mnie, jeżeli Joss próbuje coś udowodnić, to najwięcej pod względem wokalnym, często zdarza jej się szarżować w swoich piosenkach wokalem do takiego stopnia, że nie wszystkim musi się to podobać. Ja na przykład lubię jej popisy wokalne, tak samo jej spontaniczne (dla niektórych z kolei wyuczone) okrzyki i pomrukiwania. Pod tym względem wydaje mi się, że właśnie WFYS jest tą pierwszą płytą bez ciśnienia na pokazanie tego, ile Joss potrafi, ale nastawiona po prostu na barwne, dobre śpiewanie. Wątpię, że ludziom może chodzić o coś innego, w końcu ilu jest takich, którzy dokładnie śledzą jej twórczość i krytykują warstwę aranżacyjną i tekstową? ewentualnie może chodzić o sam kontekst nagrań, ale wtedy jak próba udowodniania czegoś miałaby ogólnie wpłynąć na kształt jej muzyki? Przecież Joss prawdopodobnie i tak nagrałaby te piosenki w podobny sposób. Wyjątkiem może być SS2 jako pokazanie umiejętności coverowania soulowych klasyków plus desperacka próba przypomnienia o sobie, może chęć powrotu do sukcesu z czasów debiutu? LP1 też pewnie miało dowodzić tego, że Joss potrafi sobie poradzić bez dużej wytwórni za plecami, ale tutaj nie wiem, jak miałoby to wpłynąc na zawarte na tym albumie piosenki - do współpracy z Dave Stewartem pewnie i tak by doszło, a atmosfera Nashville przyniosła takie, a nie inne utwory. Na CMF też raczej nie ma żadnego udowadniania, wprawdzie walczyła z wytwórnią, ale to raczej nie miało wielkiego wpływu na samą muzykę. Może też dlatego właśnie ta płyta tuż po Soul Sessions była najlepiej oceniana? Ciężko stwierdzić, natomiast o WFYS chyba najprędzej można powiedzieć, że to w 100% luźno nagrana płyta. Joss przecież nie kreuje się na rasta, nie chce reggae rewolucjonizować, pokazała, że może nagrać własne, dobre, autorskie piosenki, ale myślę, że to nie był nadrzędny cel. Tak naprawdę o każdym artyście można powiedzieć, że z każdą płytą musi coś udowadniać. Jeśli WFYS ktoś uważa za próbę udowadniania czegoś, to chyba po prostu nie przekonują go piosenki Joss i nie ma co drążyć, a Joss pozostaje nagrywać kolejne płyty - ta ostatnia i każda kolejna chyba najszybciej mają szansę uwolnić się od tego krzywdzącego piętna. :)


Wow, jaka wypowiedź, lubię takie

Hm, dałeś mi inne spojrzenie na tę sprawę.
Mi (i być może temu co to napisał ten komentarz) bardziej chodziło o to,że sporo osób nazywa Joss "jednorazowym cudem". Nagrała to SS, było o niej głośno (wiadomo,że taki głos,że taka młoda bla bla bla), a potem - tzn póki co - nie była w stanie dźwignąć oczekiwań.

Nazywali ją "Arethą Joplin" ze względu na warunki głosowe i w opinii wielu osób (przynajmniej często czytam takie opinie gdzieś po internecie) Joss bardzo starała się na początku udowodnić,że może i potrafi być fenomenalna. Stąd też dużo opinii np. o IJS że jest to album w którym brak prawdziwych emocji, że wszystko jest tam takie wymuszone, krzyczące "JESTEM NAJ".
Chyba to było tym spinaniem się.

Chyba od CMF przyszedł taki luz, zabawa i przyjemność z tworzenia na zasadzie "chcę to nagrać bo mam taką potrzebę, a nie bo muszę udowodnić,że zasługuję na uznanie".
LP1 było apogeum nagrywania spontanicznego, to akurat dobrze jej nie wyszło Laughing

A WFYS to chyba pierwsza płyta nagrana ze 100% przyjemnością (wiadomo jaki był klimat przy CMF) i dla przyjemności. Joss zostawiła to brzmienie, z którym była zazwyczaj kojarzona, spróbowała czegoś innego, bo mogła i chciała, bez parcia na cokolwiek :)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1294
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 21:29, 05 Gru 2015    Temat postu:

Faktycznie, pierwsze trzy płyty są próbą udowadniania czegoś, ale czy to jest dziwne? Joss nie dość, że była świeżakiem na muzycznej scenie, to była jeszcze bardzo młoda - była w moim wieku, nagrywając Introducing. Wydaje mi się też, że ta era totalnie przewartościowała Joss, dużo czytałem negatywnych opinii na jej temat (na przykład na misce) w newsach z tego okresu, trochę tak, jakby robiła z siebie celebrytkę. Nie wiem, na ile to prawda, ale odniosłem wrażenie, że dużo ludzi wyrobiło sobie złą opinię o Joss po tej płycie.

Przykre, że ludzie najczęściej oceniają Joss wyłącznie przez pryzmat pierwszej płyty, co jest krzywdzące dla jej nowych działań, tak samo jak na tym etapie bezzasadne moim zdaniem jest zarzucanie Joss próby udowadniania czegokolwiek. Kwestia, czy Joss jest "jednorazowym cudem" zależy od gustu i oczekiwań, jak widać nie da się spełnić wszystkich oczekiwań.
Joss padła ofiarą trochę wybujałych oczekiwań, a trochę artystycznego błądzenia. Cóż, teraz pozostaje rozwiewać wszelkie wątpliwości, nie można też być cały czas na szczycie. Aż jestem ciekawy, jak zabrzmi ósma płyta.

Swoją drogą, sam się łapię na tym, że chętniej sięgam po płyty od CMF włącznie niż po pierwsze 3. :) Gdy myślę o popisywaniu się Joss, to odtwarza mi się końcowy fragment "What Were We Thinking", gdy Joss wydziera się na lewym kanale - mam kompletnie ambiwalentny stosunek do tego fragmentu - ale takich momentów nie jest aż tak wiele.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 15:20, 08 Gru 2015    Temat postu:

Nie zauważyłam Twojej odpowiedzi, jakim cudem ?


Chojrak napisał:
Faktycznie, pierwsze trzy płyty są próbą udowadniania czegoś, ale czy to jest dziwne? Joss nie dość, że była świeżakiem na muzycznej scenie, to była jeszcze bardzo młoda - była w moim wieku, nagrywając Introducing. Wydaje mi się też, że ta era totalnie przewartościowała Joss, dużo czytałem negatywnych opinii na jej temat (na przykład na misce) w newsach z tego okresu, trochę tak, jakby robiła z siebie celebrytkę. Nie wiem, na ile to prawda, ale odniosłem wrażenie, że dużo ludzi wyrobiło sobie złą opinię o Joss po tej płycie.


Joss zaistniała dzięki coverom i też sama się pewnie chciała nieco odciąć od tego wizerunku świetnej, ale jednak jedynie interpretatorki, a zaistnieć jako mająca coś do powiedzenia/przekazania artystka. Starała się, IJS było takim punktem kulminacyjnym chyba.
Pewnie swój udział w tym miało też przynależenie do dużej wytwórni. Ciągnęli ile mogli z Joss jako "cudownym głosie" itd.

Chojrak napisał:

Przykre, że ludzie najczęściej oceniają Joss wyłącznie przez pryzmat pierwszej płyty, co jest krzywdzące dla jej nowych działań, tak samo jak na tym etapie bezzasadne moim zdaniem jest zarzucanie Joss próby udowadniania czegokolwiek. Kwestia, czy Joss jest "jednorazowym cudem" zależy od gustu i oczekiwań, jak widać nie da się spełnić wszystkich oczekiwań.
Joss padła ofiarą trochę wybujałych oczekiwań, a trochę artystycznego błądzenia.


Większość ludzi kojarzy może jeszcze IJS, a potem są zdziwieni, jak mówię im,że Joss wydała niedawno siódmą płytę (Wiadomo o co chodzi).

Bodajże "Guardian" zrecenzował WFYS pisząc w dwóch pierwszych zdaniach o tym właśnie,że Joss to jednorazowa atrakcja i wspominając o słynnej aferze akcentowej z 2007 roku :) Pod recenzją do dyskusji włączył się aż Brian Magallones (stylista Joss, haha) krytykując autorkę recenzji i pisząc,że wypominając komuś cokolwiek sprzed tylu lat od razu uprzedza się do płyty. Prawda.

Ostatnie zdanie - najlepsze podsumowanie :)

Ja też przecież nie idealizuje Joss, nie nazywam jej najlepszą artystką czy wokalistką wszechczasów, bo do takiej to jej jeszcze trochę brakuje (lat sporo przed nią, wszystko jest możliwe :) ) ,ale mówienie,że nie nagrała po SS nic dobrego, jest bardzo krzywdzące.

Chojrak napisał:

Swoją drogą, sam się łapię na tym, że chętniej sięgam po płyty od CMF włącznie niż po pierwsze 3. :) Gdy myślę o popisywaniu się Joss, to odtwarza mi się końcowy fragment "What Were We Thinking", gdy Joss wydziera się na lewym kanale - mam kompletnie ambiwalentny stosunek do tego fragmentu - ale takich momentów nie jest aż tak wiele.


Osobiście sięgam po wszystkie płyty Joss równie chętnie, może po "LP1" rzadziej w całości Mruga Zależy na co mam ochotę - na nieco wariactwa, świeżości debiutanta, naiwności młodej dziewczyny, świadomej kobiety, wokalistki... :)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
wena
INSPEKTOR



Dołączył: 06 Sie 2011
Posty: 1480
Przeczytał: 12 tematów

Pomógł: 5 razy
Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 11:14, 09 Gru 2015    Temat postu:

Zalazła im za skórę ta Joss strasznie Jak małe dzieci do końca kariery będą ją krytykować lub ignorować jej twórczość.Nie ma przebacz Wesoly

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 12:11, 10 Gru 2015    Temat postu:

Tutaj znalazłam ciekawą dyskusję : [link widoczny dla zalogowanych]

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1294
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:48, 10 Gru 2015    Temat postu:

Trochę to już przepychanka z tego wychodzi, że Joss nie jest prawdziwa w swoim śpiewaniu muzyki soul albo prawdziwa. Widocznie to kwestia gustu. :) Może dobrze, że skręciła trochę bardziej w reggae niż w muzykę soul? Konkluzja ta sama, naprawdę nie pozostaje jej nic innego i bardziej naturalnego, jak nagrywanie kolejnych płyt i koncertowanie.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 13:02, 03 Sty 2016    Temat postu:

Nie przeglądałam za dużo podsumowań muzycznych, ale wydaje mi się,że mało brało pod uwagę WFYS.
W jednym za to została płytą roku :) [link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Chojrak
KIEROWNIK



Dołączył: 06 Cze 2012
Posty: 1294
Przeczytał: 35 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Szczecinek
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 9:42, 31 Lip 2016    Temat postu:

Dzisiaj mija rok od premiery, a ja wciąż nie mogę przestać słuchać tej płyty i regularnie po nią sięgam. :) Ostatnio jaram się "Underworld".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Stoned
PANI DYREKTOR



Dołączył: 06 Sty 2011
Posty: 4137
Przeczytał: 40 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Wrocław
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 9:49, 31 Lip 2016    Temat postu:

Chojrak napisał:
Dzisiaj mija rok od premiery, a ja wciąż nie mogę przestać słuchać tej płyty i regularnie po nią sięgam. :) Ostatnio jaram się "Underworld".


Napisałam o urodzinach na fejsie, a przypomnieli mi o nich Argentyńczycy Laughing

WFYS to jedyna płyta Joss, którą mam w całości na odtwarzaczu. Nie jestem miłośniczką słuchania całych albumów na odtwarzaczu przenośnym, wiec zwykle po kilku przesłuchaniach krążka wybieram to, co mi się najbardziej podoba i rzadko kiedy coś zostaje w całości... Z WFYS wybierałam i wybierałam i nie mogłam się niczego pozbyć

Fajna jest ta płyta, może nie odkrywcza muzycznie, ale po prostu niesamowicie przyjemna i dająca dużo radości ze słuchania, a to też ważne :)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:    Zobacz poprzedni temat : Zobacz następny temat  
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.jstone.fora.pl Strona Główna -> Twórczość / Płyty Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
Strona 4 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Regulamin